„Musisz schudnąć” i inne rzeczy, które powiedzą ci po zaręczynach

Jakiś czas temu napisałam o tym, Czego najbardziej nie lubię w ślubach i weselach.  Widzicie, taka ze mnie nietypowa ze mnie ślubna blogerka, że zamiast zachwycać się różami, koronkami i bucikami, wkurzam się na patriarchat, zgrzytam zębami na ‚przymusowe’ śluby kościelne i płaczę nad zabitymi prosiakami… Oczywiście, cieszę się na moje własne nadchodzące wesele, kiedy będziemy z najlepszym z narzeczonych celebrować naszą miłość w gronie osób, które lubimy, w atmosferze jaka nam odpowiada. Pomimo tego, że wkręciłam się w ‚ślubny światek’ – zaczęłam śledzić trendy weselne i planować najmniejsze szczegóły naszego ślubu – to wciąż zdarza i się (dość często) zdenerwować lub zestresować tym całym ślubnym przedsięwzięciem. Na ogół tak reaguję na rady i przestrogi osób, które dobrze nam rzeczą, ale mają całkiem inne podejście do ślubu niż my i niespecjalnie chcą uznać nasz punkt widzenia. Opisuję tutaj kilka takich kwestii i jak sobie z nimi radzę.

Myślę, że spotyka się z nimi niejedna panna młoda i pan młody… Radzę im, żeby podchodzić do nich na luzie i się nie przejmować. Jeśli macie siłę – możecie próbować uświadamiać rozmówcę, że istnieją rozmaite style życia, a nie tylko jeden.

Resztę osób zaś wyczulam, żeby poniższych tekstów unikać, albo serwować je delikatnie.Czytaj dalej »

Etyczny ślub i wesele

Kiedy wpisze się w wyszukiwarkę „piękne wesele” otrzyma się kilkanaście tysięcy wyników, a wpisując „etyczne wesele”… nie znajdzie się prawie nic. Czy to dlatego, że wszyscy wiedzą na czym polega etyka w dniu ślubu i wesela? Czy może zakładają, że ślub i wesele są same z siebie czymś „dobrym”, więc nie warto nawet zastanawiać się nad kwestiami moralnymi w tym kontekście? A może po prostu mamy nawyk oceniania, czy wesele było „ładne”, „dobrze zorganizowane”, „drogie” – a więc patrzymy na stronę estetyczną, użytkową i materialną – a rzadko kiedy zastanawiamy się jak ocenić je z punktu widzenia wartości etycznych?

Moim zdaniem, jeśli ten dzień ma istotnie być tak „idealnym” jakim malują go portale weselne i popularna kultura, trzeba też pomyśleć zatroszczyć się o to, by tego dnia postępować moralnie i uniknąć wywoływania nieprzyjemnych konsekwencji oraz cierpienia.

Poniżej opisuję jak, według mnie, można zatroszczyć się o etyczny aspekt swojego wesela.

Czytaj dalej »

Cudownych rodziców masz? O podziękowaniu dla rodziców

Nigdy nie lubiłam Walentynek. Ta niechęć ma zapewne swoje źródło w czasach o wiele poprzedzających poznanie NTŻ, kiedy zdarzało mi się być samej 14 lutego, a przypadający na ten dzień komercyjny szał tylko mi przypominał, że wyłamuję się ze społecznej normy bycia w związku. Choć wiele lat już minęło odkąd przestałam się wyłamywać, to wciąż mam pewną niechęć do tego święta. Niestety, podobnie jest z Bożym Narodzeniem – wszyscy powtarzają, że to „cudowny, rodzinny czas”, podczas gdy mnie wciąż nurtuje myśl o osobach wykluczonych z tego rodzinnego świętowania – tych, którzy stracili rodziny, są z nimi w złych relacjach lub po prostu nie obchodzą tej okazji. Szczególnie w Polsce, która jest w przeważającej części katolicka, przymus świętowania, i to w określony sposób, jest ogromny – pamiętam do dziś kpiny ze mnie, jako nieuczęszczającej do kościoła – „co, pewnie u ciebie w domu nawet nie ma świąt?!”.

Choć wiele osób nie lubi poprawnego polityczne zwyczaju życzenia „wesołych wakacji” (happy holidays), to wydaje się, że oszczędza on uczucia osób, które nie biorą udziału w świętowaniu, lub obchodzą święto inaczej. Ostatnio, z okazji dnia ojca pewna firma rozesłała newsletter zachęcający do kupienia produktu dla taty. Wiele osób zasygnalizowało swój żal – ten e-mail nagle przypomniał im, że straciły ojca, nigdy ich go poznały, lub zostały przez niego odrzucone.

To sprowadza mnie do  weselnego zwyczaju „podziękowania dla rodziców”.

Czytaj dalej »

Po co w ogóle brać ślub?

Tak by się nam serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy,
a tu pospolitość skrzeczy,
a tu pospolitość tłoczy,
włazi w usta, uszy, oczy…

Wpis o tradycyjnych powodach, dla których ludzie się pobierają, o tym, dlaczego nigdy mnie nie przekonywały i co skłoniło mnie do zmiany zdania.

Jeśli na wieść o ślubie koleżanki łzy szczęścia samoczynnie tryskają ci z oczu, a przed oczami wirują falbanki, łabędzie i małe cukrowe różyczki, to ten wpis najprawdopodobniej do Ciebie nie przemówi.

Jeśli słysząc „małżeństwo” myślisz o społecznym przymusie monogamii i posiadania dzieci, o często nierównych relacjach między płciami w związku, o zrytualizowanej ceremonii odprawianej przez urzędnika lub, co gorsza, kapłana i o układzie, z którego może być trudno się wyplątać… to witaj w klubie.

Czytaj dalej »