Obie ręce w gipsie, znikająca panna młoda, atak wściekłych pszczół – najgorsze scenariusze weselne

Dziś chcę podzielić się kilkoma historiami, które zmrożą krew w żyłach narzeczonych, przygotowujących ‚najpiękniejszy dzień swojego życia’. Dotyczą one najgorszych znanych mi ślubnych wpadek – to historie znajomych lub znajomych znajomych, nie wyssane z palca (chociaż zmieniam imiona, dla niepoznaki). Chciałabym powiedzieć, że pomogą one młodym parom uniknąć kłopotów, ale niestety większości z nich nie dało się uniknąć…

Ta data, ta nieszczęsna data…

Pomyślcie o najgorszym dniu, żeby wziąć ślub. Dzień, w którym inne wydarzenie odciągnie uwagę wszystkich od waszego święta. Dzień, który zapadnie wszystkim w pamięć, ale nie z Waszego powodu. Dzień, który nie będzie radosny – a wręcz przeciwnie. Kiedy był w tym kraju taki dzień?

Zgadza się. 9 kwietnia 2010. Sobota. Wiosna. Tego dnia tysiące par w całym kraju obudziły się podekscytowane myślą o ślubie, by dowiedzieć się, że właśnie wydarzyła się jedna z największych tragedii za ich życia – pod smoleńskiem rozbił się prezydencki Tupolew.

W moim otoczeniu aż dwie osoby brały tego dnia ślub. Jak nietrudno sobie wyobrazić – nastroje były mało radosne, wiele osób płakało, część nie chciała tańczyć…

Powiedziałabym, że te osoby miały pecha. Ale to zdecydowanie nieodpowiednie słowo w tym kontekście.

Atak wściekłych pszczół

To miał być idealny ślub. Piękna willa z ogrodem. Wspaniały wystrój na zewnątrz – fotele, siedziska, stoliki koktajlowe, nastrojowe altany, bary z napojami i bufety z przekąskami. Ponieważ większość imprezy miała odbyć się na powietrzu, wszystko zależało od pogody. A ta okazała się piękna! Wszystko szło dobrze do momentu gdy… pojawiły się pszczoły.

Okazało się, że w ogrodzie znajdowało się gniazdo pszczół, którym akurat ‚zginęła’ królowa. Były więc wściekłe, zdezorientowane i kąsały jak popadło. Trzeba było posłać do apteki po zastrzyki na wstrząs anafilaktyczny. Nowo-przybyłych gości kelnerzy informowali o postępowaniu w wyniku ukąszenia. Wszyscy przerażeni siedzieli w małej przestrzeni wewnętrznej, patrząc jak na zewnątrz topiły się bryły lodu chłodzącego napoje. Panna młoda na próbę wyszła na dwór. Obsiadły ją dziesiątki pszczół – jak w horrorze.

Na dwór wszyscy wyszli dopiero po zmroku…

Upadek…

Te ostatnie dni przed ślubem potrafią być niezwykle intensywne i stresujące. Jeszcze to przygotować, tamto zawieźć, to poprawić. Tymczasem czasem lepiej jest usiąść i odpocząć…

Gdyby tylko ktoś powiedział to mamie mojej znajomej, która na wieczór przed jej ślubem uwijała się w domu… Schodząc po schodach z wiktuałami w rękach, przewróciła się i poleciała nieszczęśliwie w dół. Na ślubie miała obie ręce w gipsie i  podbite oczy zamaskowane mocnym makijażem.

Ważne, że szybko doszła do siebie. Ale to przestroga dla innych : „jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy”. Lepiej na dzień przed ślubem odpuścić ostatnie poprawki, niż tak się urządzić.

Przebudzenie

To krótka historia.

Przyszły pan młody obudził się rano koło narzeczonej w dzień imprezy, powiedział jej „ślubu nie będzie” i poszedł dalej spać. Myślała, że to tylko bredzenie przez sen, ale nie, po paru godzinach obudził się na dobre i potwierdził – on się wycofuje.

Okazało się, że od paru tygodni miał romans z koleżanką z pracy. Ale z niespodzianką czekał do ostatniej chwili…

Zatarg

To historia trochę jak z „Wesela” Smarzowskiego, a trochę jak z „Wesela” Wyspiańskiego. Ten ślub miał połączyć dwie rodziny, które wiele dzieliło. Jedna była niespecjalnie bogatą rodziną z tradycjami inteligenckimi (lekarze, nauczyciele), druga za to zajmowała się drobną przedsiębiorczością, która pozwoliła im się jednak ‚dorobić’. Od początku rozmaite kwestie organizacyjne były sporne. Czy wesele ma być skromne, z gustem, czy może huczne, na bogato? Drobne utarczki i uwagi nawarstwiały się, aż czara goryczy przelała się… w dzień ślubu.

‚Bogacze’ stwierdzili, że kapela załatwiona przez ‚inteligentów’ jest słaba i poinformowali o tym bez ogródek muzyków. Ci zaś obrazili się na taką nieuprzejmość… i zaczęli zbierać swoje manatki. Wyobrażacie sobie wesele, z którego wyszła orkiestra i nie ma kto jej zastąpić? W końcu panna młoda przebłagała muzyków by zostali.

Ale została też uraza między rodzinami.

Burza i krew

Historia z mojej rodziny, sprzed lat. W czasie ślubu miał miejsce omen: nad miastem przeszła potężna burza z grzmotami i piorunami. Zaś kiedy para dotarła do restauracji i odbierała gratulacje na czerwonym dywanie prowadzącym do wnętrza… mokry dywan ‚puścił farbę’ i zafarbował sięgającą do ziemi białą suknię panny młodej. Podobno zacieki sprawiały wrażenie krwi. Bardzo Szekspirowsko…

****

A morał z tych historii taki…

Tymi historiami dzielę się nie po to, żeby straszyć, ale żeby podbudować. Na każdym weselu zdarzają się małe wpadki – może spadnie deszcz, może ktoś potknie się i złamie obcas, ktoś się pokłóci, a ktoś inny wda w ‚nielegalny’ flirt. Nie ma co się tym przejmować, show must go on!

Nawet wpadki można zamienić w sukces. Niedawno czytałam o parze, która stawiła się do ślubu w przepięknym kościółku, by odkryć, że jest cały w rusztowaniach. Zamiast rozpaczać, zrobili sobie fajną kreatywną sesję w kaskach ochronnych, z narzędziami itp. Grunt to luz.

Jak miłość może przetrwać nawet ekstremalnie złe wesele pokazuje jeden z epizodów filmu „Dzikie historie„, który gorąco polecam.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s