„Musisz schudnąć” i inne rzeczy, które powiedzą ci po zaręczynach

Jakiś czas temu napisałam o tym, Czego najbardziej nie lubię w ślubach i weselach.  Widzicie, taka ze mnie nietypowa ze mnie ślubna blogerka, że zamiast zachwycać się różami, koronkami i bucikami, wkurzam się na patriarchat, zgrzytam zębami na ‚przymusowe’ śluby kościelne i płaczę nad zabitymi prosiakami… Oczywiście, cieszę się na moje własne nadchodzące wesele, kiedy będziemy z najlepszym z narzeczonych celebrować naszą miłość w gronie osób, które lubimy, w atmosferze jaka nam odpowiada. Pomimo tego, że wkręciłam się w ‚ślubny światek’ – zaczęłam śledzić trendy weselne i planować najmniejsze szczegóły naszego ślubu – to wciąż zdarza i się (dość często) zdenerwować lub zestresować tym całym ślubnym przedsięwzięciem. Na ogół tak reaguję na rady i przestrogi osób, które dobrze nam rzeczą, ale mają całkiem inne podejście do ślubu niż my i niespecjalnie chcą uznać nasz punkt widzenia. Opisuję tutaj kilka takich kwestii i jak sobie z nimi radzę.

Myślę, że spotyka się z nimi niejedna panna młoda i pan młody… Radzę im, żeby podchodzić do nich na luzie i się nie przejmować. Jeśli macie siłę – możecie próbować uświadamiać rozmówcę, że istnieją rozmaite style życia, a nie tylko jeden.

Resztę osób zaś wyczulam, żeby poniższych tekstów unikać, albo serwować je delikatnie.1. Musisz schudnąć

Klasyk.

Naprawdę nie należę do osób grubych (noszę rozmiar 38), ale usłyszałam tę uwagę już kilkukrotnie. Wprost od mamy, delikatniej od teściowej (‚powinniście oboje się za siebie zabrać’ – przy czym mój narzeczony jest bardzo szczupły) i jeszcze delikatniej od świadkowej (‚ja bym chciała schudnąć przed ślubem’ – ona nosi rozmiar 36 ;))

Najbardziej rozśmieszył mnie jeden sprzedawca na targach ślubnych, który namawiał mnie do korzystania z rodzaju domowego cateringu. Tłumacząc mi ofertę wielokrotnie podkreślał niską zawartość kaloryczną dań i zapewniał, że usługa pomaga schudnąć. W końcu zapytałam „ale czy ja w ogóle mówiłam, że chcę schudnąć przed ślubem? może właśnie chcę przytyć!”. Wycofał się z wielką angielską grzecznością, ale było jasne, że większość jego klientek jednak stawia na schudnięcie niż na przytycie, więc zakłada w ciemno, że taki jest cel wszystkich kobiet.

Słyszałam rozmaite okropne historie o chudnięciu przed ślubem – zamawianie za małej sukni w ramach motywacji, stawy zniszczone aerobikiem i rozstrojony żołądek od głodówek, oraz efekt jo-jo zaraz po… Ale goście weselni zwykle reagują bardzo pozytywnie na odchudzone sylwetki i chwalą wysiłek państwa młodych.

Myślę, że receptą na sukces jest myślenie nie o tym, żeby schudnąć, ale żeby pracować nad swoim ciałem. Nie głodówki, ale siłownia, basen, bieganie, codzienny ruch oraz zdrowa dieta oparta na warzywach, owocach i nie-mięsnych proteinach. Zacząć trzeba nie na miesiąc przed ślubem, ale na wiele miesięcy wcześniej – to pomoże nam nie tylko uzyskać ładną sylwetkę, ale też zmienić nawyki na zdrowsze i wejść wspólnie na nową drogę (aktywnego) życia:)

My z Najlepszym z Narzeczonych już zaczęliśmy!

2. W której parafii bierzecie ślub?

A skąd wiadomo, że w parafii? Przecież istnieją jeszcze śluby cywilne. Niestety wiele osób traktuje je wciąż jako śluby gorszej kategorii. „Ojej, to nie będziesz mieć sukni! Oj, to będzie w jakiejś brzydkiej sal. To będzie trwało tylko 10 minut”. Takie uwagi znajomi królika powinni zachować  dla siebie, a narzeczeni… puszczać mimo uszu (króliczych).

3. Nie zmieniasz nazwiska? Ale…

Jak wyżej. Wiele osób zakłada, że kobieta po ślubie zmieni nazwisko. A czy wiecie, że może być też na odwrót – tzn. mężczyzna może przyjąć nazwisko kobiety? Mogą też oboje mieć podwójne (moi znajomi tak zrobili). Jeśli bierzemy ślub, nie przejmujmy się gadaniem o tradycji, o tym, że zawsze tak było, że dziadkom będzie smutno, a z dziecka będą się śmiać w szkole (to już też słyszałam!). Jeśli ktoś uważa, że kobieta powinna zmieniać nazwisko po ślubie… to niech stosuje to we własnym życiu, a innym pozwoli postępować zgodnie z własnymi preferencjami.

4. Jak to? Nie zaprosiliście jeszcze Zgredka, Upierdlewicza i Popijały?

Ach, odwieczne problemy z listą gości. Rodzice chcą zaprosić kuzynów, kuzyni chcą zaprosić swoje dzieci, jeśli oni przyjdą z dziećmi to kuzynom z drugiej strony też trzeba pozwolić… A my nawet nie znamy tych kuzynów, a co dopiero ich dzieci!

Niestety, zapraszanie gości na ślub to sztuka kompromisu. W Polsce ludzie wciąż podchodzą do sprawy dość tradycyjnie i gotowi są obrazić się o każdy drobiazg (na nas jedni znajomi obrazili się, bo gdy przyszli do nas z zaproszeniami ślubnymi… nie zaprosiliśmy ich do salonu, a do mniejszego pokoju). Zaiste obraza.

Sama wciąż waham się w kwestii paru zaproszeń. Czy zaprosić kogoś, z kim od dawna nie mam kontaktu i z kim rozstaliśmy się ‚skwaszeni’? Jeśli zaproszę, to istnieje ryzyko ‚kwasu’ na weselu. Jeśli nie – brak zaproszenia pewnie przypieczętuje koniec znajomości. Czy zaprosić kogoś, kogo średnio lubię, tylko dlatego, że należy do kręgu towarzyskiego, który w większości zapraszam? Nie mam wielkiej ochoty, ale wypadnie to niegrzecznie i raczej nie przejdzie bez komentarza… Jak odnosić się do osób, które ‚same’ się zapraszają na nasze wesele? ‚O bierzesz ślub? Kiedy? Sprawdzę, czy mogę przyjść’.

W każdym razie, wydaje mi się, że każda para powinna mieć szansę podjąć decyzje autonomicznie, bez niedelikatnych nacisków rodziny i znajomych.

5. Ja bym to inaczej zorganizowała…

Jedyna odpowiedź: to zorganizuj (własne wesele).

A niepochlebne opinie o sukience, lokalu, jedzeniu etc. lepiej zachowaj dla siebie.

6. Musi być perfekcyjnie!

Jezu, jak ja tego nie lubię. Nastawianie się na perfekcję to recepta mnóstwo stresu przed imprezą i porażkę podczas. Oczywiście, każdy stara się dołożyć starań by wesele było fajne, ale ja wolę myśleć o weselu jak o zwykłej imprezie. Ważne żeby ogólnie impreza się udała, a jeśli jakieś szczegóły się posypią – cóż, przynajmniej będzie co wspominać!

Wszystkim przejętym „perfekcyjnością” swojego ślubu gorąco polecam film „Ślub Ryśka” mojego ukochanego reżysera Onura Tukela. Opowiada on historię ślubu, na którym popsuło się, co mogło – panna młoda poplamiła sukienkę, osoba udzielająca ślubu została potrącona przez samochód, goście zaczęli opowiadać budzące grozę historie – a to dopiero początek! A jednak, przez swoją zwyczajność ten ślub był lekki i pełen uroku.

RichardsWedding-Movie-Poster

7. Jeszcze nie masz sukienki?!

Mój ślub jest za pięć miesięcy. Nie mam jeszcze sukienki. Wiele osób się tym martwi. Tak, jest to źródło autentycznego zmartwienia, podobnie jak brak umówionego fryzjera etc.. Ponieważ jednak nie zakładam, że wszystko musi być perfekcyjnie (vide punkt 6), nie martwię się tym. Jeśli będę mieć po prostu ładną sukienkę, a nie tę jedyną, najpiękniejszą, szytą na zamówienie u francuskich krawcowych, nic się nie stanie. Podobnie – jeśli sama ułożę sobie włosy i pomaluję paznokcie.

A jakie były drażniące lub zastanawiające teksty, które wy słyszeliście w czasie przygotowań ślubnych? I jak sobie z nimi radziliście? Napiszcie w komentarzu, jestem bardzo ciekawa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s