Cudownych rodziców masz? O podziękowaniu dla rodziców

Nigdy nie lubiłam Walentynek. Ta niechęć ma zapewne swoje źródło w czasach o wiele poprzedzających poznanie NTŻ, kiedy zdarzało mi się być samej 14 lutego, a przypadający na ten dzień komercyjny szał tylko mi przypominał, że wyłamuję się ze społecznej normy bycia w związku. Choć wiele lat już minęło odkąd przestałam się wyłamywać, to wciąż mam pewną niechęć do tego święta. Niestety, podobnie jest z Bożym Narodzeniem – wszyscy powtarzają, że to „cudowny, rodzinny czas”, podczas gdy mnie wciąż nurtuje myśl o osobach wykluczonych z tego rodzinnego świętowania – tych, którzy stracili rodziny, są z nimi w złych relacjach lub po prostu nie obchodzą tej okazji. Szczególnie w Polsce, która jest w przeważającej części katolicka, przymus świętowania, i to w określony sposób, jest ogromny – pamiętam do dziś kpiny ze mnie, jako nieuczęszczającej do kościoła – „co, pewnie u ciebie w domu nawet nie ma świąt?!”.

Choć wiele osób nie lubi poprawnego polityczne zwyczaju życzenia „wesołych wakacji” (happy holidays), to wydaje się, że oszczędza on uczucia osób, które nie biorą udziału w świętowaniu, lub obchodzą święto inaczej. Ostatnio, z okazji dnia ojca pewna firma rozesłała newsletter zachęcający do kupienia produktu dla taty. Wiele osób zasygnalizowało swój żal – ten e-mail nagle przypomniał im, że straciły ojca, nigdy ich go poznały, lub zostały przez niego odrzucone.

To sprowadza mnie do  weselnego zwyczaju „podziękowania dla rodziców”.

W ramach tego rytuału rodzice obojga małżonków zostają często wywołani na środek, gdzie państwo młodzi wygłaszają podziękowania i wręczają symboliczne podarki. Następnie rozlega się piosenka dedykowana rodzicom – na ogół weselny szlagier „cudownych rodziców masz”. Niejednokrotnie podziękowanie przybiera jeszcze bardziej skomplikowaną formę: np. puszczany jest film, na którym młodzi dziękują rodzicom w pomysłowy sposób, np. eksponując karteczki z wartościami, które przekazali im rodzice („miłość”, „cierpliwość” etc.)

Rozumiem, że wychowanie dziecka jest odpowiedzialnym i wymagającym zadaniem, które zasługuje na szacunek i, czemu nie, podziękowanie. Moment ślubu, symboliczne „przejście na swoje” wydaje się odpowiednim momentem dla tego rytuału. Być może istnienie rytuału, z całą oprawą, a nawet ustaloną ścieżką dźwiękową wielu osobom pomaga wyrazić pozytywne uczucia wobec rodziców. To wartościowe, bo w końcu nie każdy zdobyłby się na taki gest spontaniczne, nie każdy znalazłby słowa, adekwatną formę, wreszcie, nie każdy moment jest odpowiedni.

Problem w tym, że nie wszyscy mają pozytywne uczucia do wyrażenia. Nie wszyscy mają komu je przekazać. I nie wszyscy „odbiorcy” podziękowań czują się komfortowo wywołani na środek w celu odebrania podziękowań. Pomyślmy o sytuacji osoby, która straciła rodzica lub rodziców – czy moment rytualnego „podziękowania” nie przywoła smutnych wspomnień? Do tego, nie sposób uniknąć pytań i znaczących spojrzeń krążących wśród gości. Przy tym wszystkim, śmierć jest w naszej kulturze akceptowanym sposobem „zejścia ze sceny”. A co jeśli rodzic opuścił rodzinę? Czy goście nie będą się za tą osobą rozglądać? Czy nie będą dopytywać czy została w ogóle zaproszona? I jak będzie się z tym czuć dorosłe dziecko? Jeżeli rodzice są rozwiedzeni – czy będzie im przyjemnie stać razem na podium, być może wspólnie tańczyć na oczach wszystkich? A jeśli rodziców jest więcej niż czwórka? Czy powinno się zapraszać na środek nowych partnerów rodziców, którzy być może brali udział w wychowywaniu dzieci? Zapewne byłoby im miło, wszak im też należy się podziękowanie, ale co w takim razie dawnymi partnerami? Czy będą się czuć komfortowo stojąc na scenie z dawnym partnerem i jego obecną „drugą połową”. Wyobraźmy sobie w tym wszystkim parę homoseksualną, co za skandal!

Oczywiście, wszystko zależy od ludzi. Są rodzice, którym nie zależy na rytuale „podziękowania” i nawet nie zauważą, gdy go zabraknie. Innym nie będzie przeszkadzało, gdy zostaną wywołani wraz z dawnym partnerem, a nawet chętnie z tą osobą zatańczą. Istnieją rodziny patchworkowe, które świetnie się dogadują, i być może nowi i dawni partnerzy z przyjemnością zasiądą przy jednym stole. Podobnie, niektórzy goście podejdą do zamotanych kwestii rodzinnych z taktem i dyskrecją.

Ale dla niektórych moment „podziękowania” może okazać się doświadczeniem wykluczającym i piętnującym, jak w moim odczuciu Walentynki i Boże Narodzenie. Wydaje się, że „podziękowanie”, podobnie jak wiele innych tradycyjnych zwyczajów, wymaga w dzisiejszych czasach podejścia z wrażliwością na potrzeby wszystkich zaangażowanych w nie osób.

źródło zdjęcia: galerianowytomysl.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s